Patrz w przód.
Waśnie się zacierają.
Nikt nikogo nie gani.
Choroby i cierpienia znikają.
Bliscy z uśmiechem bez bólu.
Bieg przestaje być modny.
Moda ta sama tylko z łatą na ramieniu.
Kołnierz tak samo wytarty.
Westchnąć tylko po co?
Pytania padają na wprost prawdzie.
Te nogi już mnie nie poniosą.
Daleka droga mija się z chwilą bieżącą.
Teraz przejęło daleki widnokrąg.
Spać się chce i odpocząć w atłasie.
Nie próżne modlitwy o koniec.
Drewniane naczynie czeka.