– Zwinę koc i do sklepu.
Zakupy okazały się samą przyjemnością. Mały sklepik z warzywami, po drodze rybka wędzona i kilka butelek wina. Z czego sklepik z warzywami był oblegany przez wybierających później kolejka do kasy i długie oczekiwanie, ryba wędzona była tylko makrela jeszcze pakowana próżniowo, wina jak zwykle mało i jeszcze wybór, wziąłem napiszę pierwsze lepsze i do kasy. Gorąco było w ciągu dnia mocno Nas spiekło, kolejny dzień na słońcu i tylko plaża do spiekoty byliśmy przyzwyczajeni. Każdy dzień wyglądał trochę inaczej, pierwszego to po drodze byliśmy tak zmęczeni, że kolacja w ciszy przytulić się i spać. Kolejne to tochę spacerów by zwiedzić okolicę, rozejrzeć się gdzie sklepy jakieś kawiarnie żeby później w potrzebie nie szukać. I pogoda dopiero drugi dzień tak naprawdę jest spiekota, że tylko leżeć na słońcu. Klimatyzowanie się do nowego miejsca powinno zająć około tygodnia, tydzień dwa odpoczynku i powrót, tydzień klimatyzowania się do standardu i szarej codzienności. Z perspektywy dzisiejszego dnia nieźle się zapowiadają kolejne dni, na koniec powrót do wynajętego apartamentu, te zakupy to tragedia, wszędzie kolejki i wielu rzeczy nie można znaleźć, stanie i zastanawianie się to mordęga zwłaszcza przy alkoholu do sałatki to do tego tamto i tak stoją i się licytują. Dobrze wiemy co i jesteśmy elastyczni, artykuły spożywcze i jedzenie nie przysparzają nam kłopotów i jakiś niepotrzebnych dyskusji. Myślał by ktoś, że tak na co dzień, odprężenie na słońcu robi swoje, kupujemy i wychodzimy. Podziwiam ludzi, którzy mogą tak godzinami p. za jednym masłem objeździć całe miasto i kupić najtańsze, ile trzeba mieć wolnego czasu żeby jeździć i szukać stać w kolejkach. Nie spotkałem osoby, która by tak robiła, niektórzy siedzą w gazetkach i poszukują najlepszej okazji. Patrząc jak mija czas ludziom to są tacy co nawet jeszcze w komunikacji się przeciskają po masełko w najlepszej cenie, jeszcze wrócą do tego sklepu na początku bo tam było najtańsze. Niech już zostawię te zakupy zacznę robić kolacje.
– Jutro może weźmiemy coś na plażę do zjedzenia. Nie będziesz taki nerwowy.
– Po prostu ryby nie było, owoce stoją i wybierają jakby nagle zamiast kulistych miały być kwadratowe, wino tylko udało się kupić takie jak potrzeba – półwytrawne.
– Hahaha. Wieczór będzie przepiękny już zacząłeś narzekać, jeszcze tylko kieliszek wina i będziesz nucić dowcipy.
Uśmiechnąłem się i buziaczek. Całusek jedyna radość z tej godziny tragedii i bezsensownych nerwów. Dobrze, że Ona ostoja mojego spokoju widzi pozytywy w mojej osobie. Początek wypoczynku, więcej słońca, ryby smażonej i jakiegoś masażu na co dzień potrzebuję żeby przestać być taki nerwowy i na skraju wykończenia. Jesteśmy, zostawiłem zakupy i pod prysznic żeby zmyć olejki i oczyścić się ze złych emocji. Jeszcze przed prysznicem otworzyłem wino i rozlałem na kieliszki niech trochę pooddycha. Myślałem, że taka chwila nie nadejdzie, przez te lata tyle razy się załamałem, straciłem nadzieję i nagle chłodna woda kapie mi na głowę otwierają się drzwi łazienki i wchodzi nagusieńka, opalona, błyszcząca. Przyćmiło mnie w głowie narodziły się marzenia i teraz do spełnienia. Uśmiechnięta patrzyła na mnie, poprawiła włosy i pod prysznic. Woda skapywała Jej na ramiona, na piersi, chłonąłem ją całym sobą, aż spostrzegła, że się gapię i zamarłem z podniecenia, tylko się uśmiechnęła i mnie pocałowała. Dotykałem ramion, przesuwałem dłonie po talii na brzuch i pośladki, lekko uścisnąłem bez opamiętania wtopiłem się w lejącą się na Nas wodę i Jej włosy. Całowałem Ją łapiąc wodę ustami. Rękami przycisnąłem do siebie całe Jej ciało. Wzięła płyn i lała na Nas wcieraliśmy go dłońmi i masowaliśmy myjąc różne krągłości i wypukłości. Całowaliśmy się od czasu do czasu łapiąc powietrze w gęstej wodzie. Zakręciła kurek byliśmy uśmiechnięci i podnieceni, całą wieczność by czekać tego momentu. Radość płynęła z Nas, a krople wody skapywały. Ręcznik z uśmiechniętymi buziami wycieraliśmy się, podszczypnąłem Ją Ona mnie kąsała w mokry tors. Radość płynęła z Nas. Z toalety po kieliszek wina i znów śmiech, goniłem Ją trochę porozlewała. Śmialiśmy się.