Senny się zrobiłem. Słońce już trochę mniej pali twarz. Kiedy Ona, w ogóle to się wydarzyło, kiedy nastąpiła ta chwila beztroski. Zapominam po co tu jesteśmy mieliśmy wypoczywać i relaksować się w słońcu. Na chwilę zapomnę po co tu jestem po co mi to wszystko gdzie ja miałem głowę tak się w Niej zatracić na oczach gapiów. Kiedyś byśmy leżeli na sobie i nie myśleli jak i kto, po co i gdzie. Nawarstwia się trwoga i tylko myślenie, że ta chwila przeminęła i już nie wrócimy do tego. Znów tylko czas bieżący i zaniechanie dobroci i rozkoszy na poczet dnia codziennego. Co nam zostało, czym się cieszyć jak patrzeć w lustro codziennie i nawet z radością i non stop z radością i ten uśmiech i ta błoga chwila w kuchni, robienie jedzenia. Nic mnie nie cieszy, nikogo nie obchodzę jak to się ma do codzienności jak Ona jest stworzona cieszyć się z każdego z każdej chwili. Po co mi to było jak mogę z powrotem wrócić z nieustannego bałaganu w głowie i dokoła siebie. Odczekać narastające zdenerwowanie i brak wypełnienia do wisienki na torcie. Tort w warstwach, które zacząłem układać. Jak teraz pójść i patrzeć na codzienność. Niespełnione pragnienie narasta z każdą chwilą. Wykończyć butelkę pragnienia i spełniony zamknąć oczy. Dlaczego mają prawo pokazywać kiedy już koniec, zakańczać, wykańczać nawet w domu, mieszkaniu, ostatnie słowo, dlaczego ktoś ma mieć niespełniony sen i marzenie o rozkoszy i cierpienia całe garście tkwiące w bagnie czeluści, która się nie wypełnia i brak marzeń na spełnienie. Co marzenia, gdzie rzeczywistość, kwiatek i wisienka do tortu. Mały buziaczek i później tylko myślenie i marzenia jeszcze bardziej rozgrzebywana przeszłość i westchnienia do tego co było. Jak zawrócić w rzece życia kiedy się tkwi i płynie z prądem? Jak mam spojrzeć z radością i determinacją na czas, który nadejdzie. Czekać na wnuki, co mnie cieszy w tym pędzie i gwarze, skwarze, spiekocie, miernocie, mizerii z życia surówki i żeby zjeść i wypić kielichy, które spowodowały wcześniejsze wydarzenia. Litości Kobieto nie każ mnie za te popełnione błędy nie dość, że przepraszać za lata ubiegłe, to przepraszać, że się urodziłem, że nakłamałem bo szaleńczo zakochany i chciałem z Całego Świata tylko CIEBIE. Urzekające piękno uśmiechu w chwilach, sekundach dnia codziennego, zadziorne kosmyki włosów uczesane w kucyk, których tak naprawdę nie widziałem, czego ode mnie chcesz Istoto Zjawiskowa przez, którą dostałem obłędu na sam widok dłoni splecionych na jakimś gzymsie, tą jabłoń to sam znalazłem i tam wlazłem sam się podrapałem i z żadną nie spałem, nikogo nie znałem z tamtych nie miałem przyjaciół i wszystko zmyśliłem. Po co mnie męczysz tymi pytaniami jak mogłem dać Tobie odejść przykuwająca każde moje spojrzenie, cierpieniu w samotności, liściu na wietrze, roso na stopach, Kobieto nagości mojego myślenia serca cierpieniu, po co mnie pytasz ciągle. Kocham Cię. Taką mi ranę robisz tępym ostrzem nawet na zakonnicę nie patrzyłem i nawet pod habit nie zaglądałem i te wszystkie historie zmyślone nadal mnie męczysz. Wszystko zmyśliłem i co teraz powiedzieć i poznawać się na nowo? Ta maska goryczy i ściętego drzewa w samotności musi paść. Padam na kolana Zjawisko nie oddalaj się już mam dość ja nadal tkwię w tej masce zawiści i pragnienia, samotności i zazdrości. Jak zwierz pragnę tej samej kości. Wybacz mi o Namiętne i Nieskalane Cudo.
– Śpisz? Muszę do toalety. Za chwilę przyjdę.